Wpisy archiwalne w kategorii

100 plus

Dystans całkowity:10374.44 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:511:07
Średnia prędkość:20.30 km/h
Maksymalna prędkość:153.72 km/h
Suma podjazdów:32860 m
Maks. tętno maksymalne:198 (102 %)
Maks. tętno średnie:145 (74 %)
Suma kalorii:198868 kcal
Liczba aktywności:76
Średnio na aktywność:136.51 km i 6h 43m
Więcej statystyk

Brisbane do Gold Coast

Sobota, 12 marca 2011 · Komentarze(4)
Kategoria Australia, 100 plus
Na dzisiaj zaplanowaliśmy dłuższą wycieczkę na Gold Coast. Już kilka razy przemierzałem tę trasę (tu, tu i tu), ale tym razem pojechałem z Piotrkiem.

W trasie © kosiasz


W trasie © kosiasz


Wczorajsze wyjście na piwko się troszkę przedłużyło więc dzisiaj wstaliśmy trochę później. Z domu wyjechaliśmy o 7 i ruszyliśmy w kierunku trasy rowerowej prowadzącej wzdłuż autostrady. Myślałem, że jest już skończony brakujący odcinek łączący Brisbane z Gold Coast, ale niestety są pewne opóźnienia i w Logan musieliśmy poszukać alternatywy.

Rowerem wzdłuż autostrady © kosiasz


Rowerem wzdłuż autostrady © kosiasz


Queensland to jedyny stan w Australii, w którym nie można jeździć rowerem po autostradach.

Zakaz jazdy © kosiasz


W Daisy Hill, po 30km zrobiliśmy sobie postój na śniadanie. Szybka kanapka z Subway i mogliśmy jechać dalej. Od Beenleigh trasa prowadzi drogami serwisowymi autostrady.

Kaktus © kosiasz


Trasa na Gold Coast © kosiasz


W pewnym momencie zobaczyliśmy szyld "Continental Deli" i jako smakosze giętej musieliśmy sprawdzić asortyment sklepu. Przy okazji trafiliśmy tam na "Porsche Breakfast".

Porsche Breakfast © kosiasz


Porsche Breakfast © kosiasz


Wraz z kolejnymi kilometrami słońce dawało się coraz bardziej we znaki i musieliśmy zrobić sobie odpoczynek nad kanałkiem przy lokalnym bazarku na początku Gold Coast.

Odpoczynek nad kanałkiem © kosiasz


Później wjechaliśmy nad ocean. Dojechaliśmy do Surfers Paradise, gdzie trafiliśmy na występ azjatyckiego zespołu, przy okazji wzięliśmy mapki rowerowe Gold Coast z informacji turystycznej.

Pelikany nad oceanem © kosiasz


Bikestats nad Pacyfikiem © kosiasz


Azjatycka muzyka © kosiasz


Na tronie © kosiasz


Na obiad zatrzymaliśmy się w dzielnicy Broadbeach, gdzie miałem okazję kiedyś mieszkać. Po zregenerowaniu sił pojechaliśmy do stacji kolejowej w Nerang, gdzie złapaliśmy pociąg powrotny do Brisbane.

Setka po pracy

Sobota, 20 listopada 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Australia, 100 plus
Sobota i znowu do pracy. Po pracy postanowiłem pojechać do Sandgate nad zatokę. Pojechałem inną trasą niż zwykle, tym razem wybrałem się wzdłuż ruchliwej Sandgate Rd, spodziewałem się gorszej drogi, ale prawie przez całą długość była namalowana ścieżka rowerowa na jezdni więc było w miarę bezpiecznie.

W Brighton postanowiłem przejechać jeszcze przez most i zacząć drogę powrotną. Zapomniałem jednak, że to najdłuższy most w Australii (2,740 m) i wiejący z zatoki wiatr dodatkowo utrudniał jazdę.

W drodze powrotnej zaczął padać deszcz więc zrobiłem krótki postój na stacji kolejowej w Sandgate, ale na szczęście po chwili przestało padać (później znowu padało, ale nie chciałem wracać już do pociągu). Do miasta wróciłem moją normalną trasą City-Sandgate czyli Boondall Wetlands i później Kedron Brook Bikeway. Po drodze zobaczyłem dobry rower szosowy wystawiony do oddania (taki zwyczaj wystawiania niepotrzebnych rzeczy przed dom), pojechałem szybko do domu, po pół godzinie byłem z powrotem samochodem, ale niestety ktoś mnie uprzedził i roweru już nie było.

Brisbane to the Gold Coast Bicycle Challenge 2010

Niedziela, 7 listopada 2010 · Komentarze(2)
W niedzielę odbył się coroczny rajd charytatywny z Brisbane do Gold Coast. W zeszłym roku pomimo zapisania się musiałem jednak odpuścić (następnego dnia miałem egzamin) w tym roku postanowiłem pojechać, pomimo, że znowu następnego dnia miałem mieć egzamin. Na szczęście (dla mnie) rajd z powodu deszczu został przełożony z 10 Października na 7 Listopada więc po za kończonej sesji mogłem jechać bez przedegzaminowego stresu. W niedzielę pogoda była ładna, o 5 rano słonecznie i 25'C, a gdy dojechałem na metę było 26'C, później maksymalnie dobiło do 27'C (a'propos ostatnio w gazecie był artykuł, że to najzimniejsza wiosna od 11 lat, bo temperatura nie przekroczyła jeszcze ani razu 30'C).

Moja grupa (średnia prędkość 20-23 km/h) wyruszała ok 6 rano. Pierwszy odcinek przez Brisbane prowadził pasem autobusowym wzdłuż autostrady, specjalnie na tę okazję trasa ta była zamknięta i tylko rowerzyści mogli nią jechać. Aha zapomniałem wspomnieć, udział wzięło prawie 10,000 rowerzystów. Później jechaliśmy już ulicami, najpierw ruchliwą Logan Rd, a później Service Rd wzdłuż autostrady. Na niektórych skrzyżowaniach policja pilnowała, żebyśmy nie musieli stać na światłach, a czasem trzeba było poczekać na czerwonym. Pierwszy zorganizowany postój był po 40 kilometrach na boisku do krykieta w Beenleigh. Każdy dostał tam banana i batona. Z tego miejsca startowali rowerzyści, którzy zapisali się na 60 km rajd z Logan do Gold Coast.

Dalej pojechaliśmy do autostrady by po chwili odbić na pola z trzciną cukrową. Byłby to przyjemny odcinek (z dala od dużych dróg) gdyby nie wiatr wiejący z naprzeciwka. Później wróciliśmy do autostrady i jechaliśmy moją zwyczajną trasą na Gold Coast. Zrobiliśmy jeszcze pętlę po Coomera i był drugi postój znowu po 40km. Tutaj dostaliśmy, jak to nazywam "posiłek Małysza" tj bułkę i banana. Na tym postoju spędziłem więcej czasu, szczególnie, że wypatrywałem go od 10 kilometrów.

Ostatnie 20 kilometrów to już jazda ulicami po Gold Coast. Niestety im bliżej mety tym częściej zaczęły łapać mnie skurcze w nogach, aż tak bardzo, że musiał 2 razy się zatrzymać na poboczu. W końcu dojechałem do Southport po 100.68 km i 4:39 godz.

Tutaj zrobiłem sobie odpoczynek. Najpierw popatrzyłem na chłopaków skaczących na rowerach po różnych dziwnych konstrukcjach, a później poleżałem nad wodą.

Po godzinie postanowiłem pojechać zobaczyć co jest na cyplu przy Main Beach za parkiem wodnym Sea World. Stamtąd pojechałem do Surfers Paradise - najbardziej znanej (obok Sydnejskiej Bondi Beach) plaży w Australii. Niestety szykują teraz deptak na sezon letni więc pojechałem dalej do Broadbeach (ciągle mam sentyment do tej dzielnicy, po tym jak tam mieszkałem w 2008). Tu zrobiłem kolejny dłuższy postój, tym razem na posiłek. Przy okazji na plaży trafiłem na turniej siatkówki plażowej więc popatrzyłem chwilę na grające dziewczyny.

W Broadbeach postanowiłem wrócić do domu, tzn pojechać do stacji kolejowej - kolejnych 100km bym już nie wytrzymał :) Ruszyłem w kierunku stacji w Neerang, ale po drodze uznałem, że pojadę do Robina. Wtedy uznałem, że pojadę dalej do stacji, na której jeszcze nie byłem w Varsity Lakes. Wtedy poczułem, że nie jestem taki zmęczony i w końcu dojechałem do plaży w Burleigh Heads. Tam napiłem się napoju energetyzującego - piwa Coopers Pale Ale i popatrzyłem na wyczyny surferów.

W drodze powrotnej, jako chłopak z Syreniego Grodu nie mogłem nie zahaczyć o Mermaid Beach. Stamtąd pojechałem do stacji kolejowej w Robina, ale znowu postanowiłem wydłużyć trasę i żeby przekroczyć magiczne 150km pojechałem do stacji w Varsity Lakes.

Teraz czekam na Piotrka, żeby pobić ten rekord.

Brisbane to the Gold Coast Challenge 100km © kosiasz


Widok z Main Beach na Surfers Paradise w Gold Coast © kosiasz


Turniej siatkówki plażowej © kosiasz


Piwko z widokiem na ocean © kosiasz


Burleigh Heads Beach © kosiasz


Rowerzysta nad oceanem © kosiasz


Setka po pracy

Sobota, 28 sierpnia 2010 · Komentarze(1)
Kategoria Australia, 100 plus
Po pracy postanowiłem zrobić dłuższą trasę.
Większość trasy przejechałem ścieżkami rowerowymi lub pasami wyznaczonymi na jezdni. Nie chcąc jechać dwa razy tymi samymi drogami pod koniec się musiałem trochę na głowić, ale chciałem zrobić pierwszą setkę (lepiej późno niż wcale) w tym roku.

Do Nowej Południowej Walii

Niedziela, 13 lipca 2008 · Komentarze(5)
Kategoria Australia, 100 plus
Dzisiaj wybrałem się na pierwszą długą, zimową wycieczkę w Australii. Postanowiłem pojechać do Nowej Południowej Walii.

Wcześniej przygotowałem sobie trasę i można było ruszać. Wstałem po 6, o 7 ruszyłem.
Najpierw jechałem Kingston Road / Albert St / Logan River Rd do Beenleigh. Tam wskoczyłem na ścieżkę rowerową wzdłuż Pacific Motorway prowadzącej na Gold Coast. Pierwszy postój zrobiłem sobie po godzinie jazdy - przerwa na kawę i śniadanie. Później jechał już aż do Gold Coast i postój w Paradise Point. Chwila oddechu z pięknym widokiem na zatokę.

Po 4 godzinach jazdy (a 5,5 od wyjścia z domu) dotarłem do Surfers Paradise czyli do połowy mojej wyprawy. Pierwsze 4 godziny udawało mi się utrzymać średnią 15 km/h, później było już gorzej.

Dalej już prawie cała trasa prowadziła ścieżką rowerową przy plaży.

Do Coolangatty (QLD) / Tweed Heads (NSW) - 80,95 km - dojechałem po 5h 41 min.
Coolangatta i Tweed Heads są to bliźniacze miasta na granicy pomiędzy Queendland i Nową Południową Walią. Przez środek miasta (bo właściwie są one zrośnięte) leci granica i po jednej stronie ulicy jest jeden stan a po drugiej inny.

Z Tweed Heads wróciłem prawie tą samą trasą do Broadbeach do znajomych Brazylijczyków gdzie spędziłem noc po męczącym dniu.

Mapka

Początek ścieżki rowerowej


Droga wzdłuż autostrady




Tu też mają palmy na rondzie


Odpoczynek w Paradise Point


Surfers Paradise


Plaża w Surfers Paradise




Trasa rowerowo-joggingowa na Gold Coast


Widok na GC na północ od Burleigh Heads










Na granicy


Odpoczynek na plaży


<b>Radość -> Szczęśliwice [spotkanie

Niedziela, 29 lipca 2007 · Komentarze(0)
Kategoria 100 plus
Radość -> Szczęśliwice [spotkanie z kumplem]
-> Wola [kupuję kilka rzeczy do roweru]
-> Wólka Węglowa
-> Zacisze [obiad u Babci]
-> Plac Teatralny [koncert "Śpiewajmy powstańcze piosenki"]
-> Radość
Mapka

malunek na trasie siekierkowskiej


Łacha Potocka


Pomnik Praskiej Kapeli Podwórkowej


Metropolitan