Gminobranie i testy Speca
Niedziela, 29 marca 2026
· Komentarze(0)
Kategoria 100 plus, Zalicz Gminę
Spotkaliśmy się z Andrzejem przed 8 na Wschodnim, ale przez zmianę czasu to było trochę jak 7 rano. W pociągu do Ostrołęki sporo miejsca, więc zamiast się rozkręcać rozmową raczej dosypialiśmy. Plan na dzień był prosty: gminobranie. Osiem gmin, sensowna pętla i przy okazji pierwszy poważniejszy test Speca po serwisie i zmianach w setupie. Nowy napęd, świeże opony, do tego rogi i lemondka - trzeba było sprawdzić, jak to wszystko gra razem.
Start z Ostrołęki przed 10 i od razu wejście w teren. Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów to było klasyczne Mazowsze w pełnej krasie: piach, lasy, dukty, momentami bardziej pchanie niż jazda. Jeden z podjazdów - jakieś 2,5 km - praktycznie w całości po piachu. Do tego Garmin, który kilka razy uznał, że najlepsza droga to ta, której… nie ma. Chaszcze, krzaki - wszystko, tylko nie przejezdny szlak. Niby wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale i tak momentami pojawiało się pytanie „po co ja sobie to robię?”. W głowie gdzieś z tyłu przewijała się myśl, że można by po prostu jeździć spokojnie szosą, turystycznie, zamiast pchać się w takie warunki. Z drugiej strony - to był nasz wybór.
Do Krasnosielca dojechaliśmy po ponad pięciu godzinach - około 50 km na liczniku. Średnia mówiła wszystko. Na rynku szybki piknik pod drzewem - coś do jedzenia, zimne napoje i 20 minut odpoczynku.
To właśnie stąd pochodzi rodzina Wonsal, która po emigracji do USA zmieniła nazwisko na Warner. Czterech braci - Harry, Albert, Sam i Jack - założyło później Warner Bros.Tak, jedno z największych studiów filmowych świata ma korzenie w mazowieckiej wsi. W Krasnosielcu do dziś stoi budynek dawnej synagogi, bo rodzina była żydowskiego pochodzenia.
Decyzja o zmianie planu była szybka. Przy tej prędkości nie było szans na złapanie pociągu powrotnego przy oryginalnej trasie, a ryzyko kolejnych „przygód” w terenie było spore. Zamiast dalszego gminobrania - asfalt.
Wtedy jazda znowu zaczęła sprawiać przyjemność. Gładkie drogi, tempo od razu podskoczyło, nogi mogły trochę odetchnąć. Dalej przez Różan i w stronę Pasiek, momentami wzdłuż Narwi - zakola rzeki, niższe słońce, lepsze światło. Taka klasyczna „nagroda po karze”. Nie było już dużych prędkości - zmęczenie zrobiło swoje. Ale te ~22 km/h z momentami pod 27 to i tak zupełnie inna jazda niż wcześniejsze kilometry w piachu.
Przez Różan tylko śmignęliśmy, ale to teren trzech dużych fortów z końca XIX wieku, zbudowanych przez Rosjan jako część linii obronnej nad Narwią. W 1939 roku Polacy bronili tu przeprawy przez rzekę - walki były ciężkie, a forty odegrały realną rolę. Z siodła tego nie widać, ale to jeden z ważniejszych punktów obronnych Mazowsza.
Dzień był też dobrym testem sprzętu. Największy minus - torba podsiodłowa. Przez to, że się bujała, co jakiś czas otwierała zacisk sztycy i siodełko opadało. Do poprawy, bo na dłuższym dystansie mogłaby żyłka strzelić ;-)
Największy plus - rogi. Zdecydowanie najwygodniejsza pozycja przez większość dnia. Naturalny układ rąk, trochę jak jazda na szosie, tylko szerzej i stabilniej. Lemondka na razie do dopracowania - ustawienie chyba za wąskie, brak kontroli i pewności. Do przetestowania jeszcze raz, ale bliżej domu.
Ja skończyłem zgodnie z planem w Pasiekach, Andrzej - mając jeszcze zapas w nogach - pojechał dalej do Przetycza. Na koniec zmęczenie, ale i satysfakcja. Test zaliczony, kilka rzeczy do poprawy, kilka działa lepiej niż się spodziewałem.
Jeszcze jedna ciekawostka. Pasieki / Przetycz to teren dawnej Puszczy Białej, gdzie przez wieki działały królewskie strażnice i osady bartnicze. Stąd nazwy typu „Pasieki” - to nie przypadek, tylko realna historia pszczelarstwa leśnego, które było jednym z ważniejszych źródeł dochodu Mazowsza w XVI–XVIII wieku.












Start z Ostrołęki przed 10 i od razu wejście w teren. Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów to było klasyczne Mazowsze w pełnej krasie: piach, lasy, dukty, momentami bardziej pchanie niż jazda. Jeden z podjazdów - jakieś 2,5 km - praktycznie w całości po piachu. Do tego Garmin, który kilka razy uznał, że najlepsza droga to ta, której… nie ma. Chaszcze, krzaki - wszystko, tylko nie przejezdny szlak. Niby wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale i tak momentami pojawiało się pytanie „po co ja sobie to robię?”. W głowie gdzieś z tyłu przewijała się myśl, że można by po prostu jeździć spokojnie szosą, turystycznie, zamiast pchać się w takie warunki. Z drugiej strony - to był nasz wybór.
Do Krasnosielca dojechaliśmy po ponad pięciu godzinach - około 50 km na liczniku. Średnia mówiła wszystko. Na rynku szybki piknik pod drzewem - coś do jedzenia, zimne napoje i 20 minut odpoczynku.
To właśnie stąd pochodzi rodzina Wonsal, która po emigracji do USA zmieniła nazwisko na Warner. Czterech braci - Harry, Albert, Sam i Jack - założyło później Warner Bros.Tak, jedno z największych studiów filmowych świata ma korzenie w mazowieckiej wsi. W Krasnosielcu do dziś stoi budynek dawnej synagogi, bo rodzina była żydowskiego pochodzenia.
Decyzja o zmianie planu była szybka. Przy tej prędkości nie było szans na złapanie pociągu powrotnego przy oryginalnej trasie, a ryzyko kolejnych „przygód” w terenie było spore. Zamiast dalszego gminobrania - asfalt.
Wtedy jazda znowu zaczęła sprawiać przyjemność. Gładkie drogi, tempo od razu podskoczyło, nogi mogły trochę odetchnąć. Dalej przez Różan i w stronę Pasiek, momentami wzdłuż Narwi - zakola rzeki, niższe słońce, lepsze światło. Taka klasyczna „nagroda po karze”. Nie było już dużych prędkości - zmęczenie zrobiło swoje. Ale te ~22 km/h z momentami pod 27 to i tak zupełnie inna jazda niż wcześniejsze kilometry w piachu.
Przez Różan tylko śmignęliśmy, ale to teren trzech dużych fortów z końca XIX wieku, zbudowanych przez Rosjan jako część linii obronnej nad Narwią. W 1939 roku Polacy bronili tu przeprawy przez rzekę - walki były ciężkie, a forty odegrały realną rolę. Z siodła tego nie widać, ale to jeden z ważniejszych punktów obronnych Mazowsza.
Dzień był też dobrym testem sprzętu. Największy minus - torba podsiodłowa. Przez to, że się bujała, co jakiś czas otwierała zacisk sztycy i siodełko opadało. Do poprawy, bo na dłuższym dystansie mogłaby żyłka strzelić ;-)
Największy plus - rogi. Zdecydowanie najwygodniejsza pozycja przez większość dnia. Naturalny układ rąk, trochę jak jazda na szosie, tylko szerzej i stabilniej. Lemondka na razie do dopracowania - ustawienie chyba za wąskie, brak kontroli i pewności. Do przetestowania jeszcze raz, ale bliżej domu.
Ja skończyłem zgodnie z planem w Pasiekach, Andrzej - mając jeszcze zapas w nogach - pojechał dalej do Przetycza. Na koniec zmęczenie, ale i satysfakcja. Test zaliczony, kilka rzeczy do poprawy, kilka działa lepiej niż się spodziewałem.
Jeszcze jedna ciekawostka. Pasieki / Przetycz to teren dawnej Puszczy Białej, gdzie przez wieki działały królewskie strażnice i osady bartnicze. Stąd nazwy typu „Pasieki” - to nie przypadek, tylko realna historia pszczelarstwa leśnego, które było jednym z ważniejszych źródeł dochodu Mazowsza w XVI–XVIII wieku.


























































































