Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2026

Dystans całkowity:394.02 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:23:27
Średnia prędkość:16.80 km/h
Maksymalna prędkość:41.33 km/h
Suma podjazdów:1372 m
Maks. tętno maksymalne:170 (87 %)
Maks. tętno średnie:157 (80 %)
Suma kalorii:12265 kcal
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:20.74 km i 1h 14m
Więcej statystyk

Gminobranie i testy Speca

Niedziela, 29 marca 2026 · Komentarze(0)
Spotkaliśmy się z Andrzejem przed 8 na Wschodnim, ale przez zmianę czasu to było trochę jak 7 rano. W pociągu do Ostrołęki sporo miejsca, więc zamiast się rozkręcać rozmową raczej dosypialiśmy. Plan na dzień był prosty: gminobranie. Osiem gmin, sensowna pętla i przy okazji pierwszy poważniejszy test Speca po serwisie i zmianach w setupie. Nowy napęd, świeże opony, do tego rogi i lemondka - trzeba było sprawdzić, jak to wszystko gra razem.

Start z Ostrołęki przed 10 i od razu wejście w teren. Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów to było klasyczne Mazowsze w pełnej krasie: piach, lasy, dukty, momentami bardziej pchanie niż jazda. Jeden z podjazdów - jakieś 2,5 km - praktycznie w całości po piachu. Do tego Garmin, który kilka razy uznał, że najlepsza droga to ta, której… nie ma. Chaszcze, krzaki - wszystko, tylko nie przejezdny szlak. Niby wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale i tak momentami pojawiało się pytanie „po co ja sobie to robię?”. W głowie gdzieś z tyłu przewijała się myśl, że można by po prostu jeździć spokojnie szosą, turystycznie, zamiast pchać się w takie warunki. Z drugiej strony - to był nasz wybór.

Do Krasnosielca dojechaliśmy po ponad pięciu godzinach - około 50 km na liczniku. Średnia mówiła wszystko. Na rynku szybki piknik pod drzewem - coś do jedzenia, zimne napoje i 20 minut odpoczynku.

To właśnie stąd pochodzi rodzina Wonsal, która po emigracji do USA zmieniła nazwisko na Warner. Czterech braci - Harry, Albert, Sam i Jack - założyło później Warner Bros.Tak, jedno z największych studiów filmowych świata ma korzenie w mazowieckiej wsi. W Krasnosielcu do dziś stoi budynek dawnej synagogi, bo rodzina była żydowskiego pochodzenia.

Decyzja o zmianie planu była szybka. Przy tej prędkości nie było szans na złapanie pociągu powrotnego przy oryginalnej trasie, a ryzyko kolejnych „przygód” w terenie było spore. Zamiast dalszego gminobrania - asfalt.

Wtedy jazda znowu zaczęła sprawiać przyjemność. Gładkie drogi, tempo od razu podskoczyło, nogi mogły trochę odetchnąć. Dalej przez Różan i w stronę Pasiek, momentami wzdłuż Narwi - zakola rzeki, niższe słońce, lepsze światło. Taka klasyczna „nagroda po karze”. Nie było już dużych prędkości - zmęczenie zrobiło swoje. Ale te ~22 km/h z momentami pod 27 to i tak zupełnie inna jazda niż wcześniejsze kilometry w piachu.

Przez Różan tylko śmignęliśmy, ale to teren trzech dużych fortów z końca XIX wieku, zbudowanych przez Rosjan jako część linii obronnej nad Narwią. W 1939 roku Polacy bronili tu przeprawy przez rzekę - walki były ciężkie, a forty odegrały realną rolę. Z siodła tego nie widać, ale to jeden z ważniejszych punktów obronnych Mazowsza.

Dzień był też dobrym testem sprzętu. Największy minus - torba podsiodłowa. Przez to, że się bujała, co jakiś czas otwierała zacisk sztycy i siodełko opadało. Do poprawy, bo na dłuższym dystansie mogłaby żyłka strzelić ;-)

Największy plus - rogi. Zdecydowanie najwygodniejsza pozycja przez większość dnia. Naturalny układ rąk, trochę jak jazda na szosie, tylko szerzej i stabilniej. Lemondka na razie do dopracowania - ustawienie chyba za wąskie, brak kontroli i pewności. Do przetestowania jeszcze raz, ale bliżej domu.

Ja skończyłem zgodnie z planem w Pasiekach, Andrzej - mając jeszcze zapas w nogach - pojechał dalej do Przetycza. Na koniec zmęczenie, ale i satysfakcja. Test zaliczony, kilka rzeczy do poprawy, kilka działa lepiej niż się spodziewałem.

Jeszcze jedna ciekawostka. Pasieki / Przetycz to teren dawnej Puszczy Białej, gdzie przez wieki działały królewskie strażnice i osady bartnicze. Stąd nazwy typu „Pasieki” - to nie przypadek, tylko realna historia pszczelarstwa leśnego, które było jednym z ważniejszych źródeł dochodu Mazowsza w XVI–XVIII wieku.
























ride2work

Sobota, 28 marca 2026 · Komentarze(0)

ride2work

Czwartek, 26 marca 2026 · Komentarze(0)

ride2work

Czwartek, 26 marca 2026 · Komentarze(0)

Półmaraton Warszawski

Niedziela, 22 marca 2026 · Komentarze(0)
Dzisiejszy półmaraton zaczął się dla mnie jeszcze przed startem - na Błoniach Stadionu Narodowego. Umówiliśmy się tam większą ekipą z pracy (prawie 100 osób). Podjechałem kawałek tramwajem, ale wysiadłem wcześniej, przy Parku Skaryszewskim - moim „domowym” parkrunie - i dalej poszedłem pieszo w stronę stadionu.
Im bliżej startu, tym trochę bardziej czuć było atmosferę zawodów. Z jednej strony luz - bo to nie jest moment w sezonie na życiówki i biegam teraz raczej okazjonalnie - ale z drugiej jednak ten lekki dreszcz, który zawsze się pojawia przy większych imprezach. To był mój piąty Półmaraton Warszawski i chyba właśnie dlatego lubię tu wracać - nie tylko dla wyniku, ale dla samego uczestnictwa.
Start tradycyjnie z Mostu Poniatowskiego, a dalej już dobrze znana trasa. Zawsze dobrze biegnie się Traktem Królewskim - szczególnie Krakowskim Przedmieściem, między historycznymi budynkami. To jeden z tych fragmentów, gdzie na chwilę można zapomnieć o tempie i po prostu chłonąć miasto.
Drugi charakterystyczny moment to zbieg ulicą Podleśną i dalej Wisłostradą - po prawej mijamy Cytadelę i wbiegamy na Most Gdański. Ten odcinek zawsze zostaje w głowie, trochę jak punkt kontrolny dalszej części biegu.
Na trasie cztery razy próbowała mnie złapać Monika - podobno krzyczała 😉 - ale w tłumie kompletnie jej nie wypatrzyłem. Dopiero na Błoniach, tuż przed metą, w końcu się udało.
Plan na bieg był prosty: spokojny początek i stopniowe przyspieszanie. Pierwsze 5 km w okolicach 6:30, potem schodzić co odcinek o jakieś 10 sekund i zamknąć całość średnią w okolicach 6:15. Wyszło… inaczej.
Już od startu tempo było bliżej 6:10 i mimo że wydawało się luźno, to systematycznie rosło. Pierwsza piątka wyszła w okolicach 6:00, druga jeszcze szybciej - momentami schodziłem do 5:50 i zacząłem się zastanawiać, jak długo to utrzymam. Druga piątka zamknęła się w około 5:54 i wtedy zaczęło się odcinanie.
Od 10 km nogi coraz bardziej dawały znać o sobie, ale jeszcze dało się biec. Kryzys przyszedł w okolicach 14 km - największy podbieg na trasie (?), tempo już wyraźnie spadało i głowa podpowiedziała: „możesz kawałek podejść”. I to był moment, w którym mentalnie puściło. Od tego miejsca pojawiło się jeszcze kilka krótkich, około 100-metrowych odcinków marszu.
Do tego pogoda. Spodziewałem się 5-7 stopni, a wyszło ponad 10 i pełne słońce, praktycznie bez cienia. Na biegu było za ciepło, za to po mecie - klasycznie - słońce się schowało i zrobiło się chłodno.
Końcówka też nie była idealna. Przyspieszyłem trochę za wcześnie, około 19,5 km i jakieś 600 metrów przed metą musiałem jeszcze raz przejść do marszu na chwilę. Samo wbiegnięcie na metę już pod kontrolą - nawet udało się złapać dobre ujęcie na zdjęciu, bez wyglądania jakbym umierał 😉 Tętno trzymało się w ryzach, ale nogi były już mocno zmęczone.
Finalnie średnie tempo wyszło 6:09, więc teoretycznie lepiej niż plan. W praktyce - wykonanie do poprawy.
To nie był bieg pod wynik. Raczej trening wpleciony w sezon, który teraz kręci się wokół pływania i triathlonu, z Wisłą 1200 w lipcu i Bisonem 100 km w październiku gdzieś w tle. Wytrzymałość się przyda, ale sam półmaraton - w tym momencie - nie był konieczny.
Zostaje lekki niedosyt, ale taki uczciwy. Niepoparty treningiem, więc trudno oczekiwać więcej. Z drugiej strony widać, że zejście poniżej 2 godzin w tym roku jest w zasięgu - tylko trzeba to zrobić mądrzej i… po prostu pobiegać trochę więcej.




Ride2work

Piątek, 20 marca 2026 · Komentarze(0)

Ride2work

Piątek, 20 marca 2026 · Komentarze(0)

Ride2work

Czwartek, 19 marca 2026 · Komentarze(0)