Pierwsze gminobranie w tym roku
Sobota, 14 marca 2026
· Komentarze(0)
Kategoria [blog], 100 plus, Zalicz Gminę
Dzisiejszą trasę zacząłem w Wyszkowie. Lubię to miejsce jako start - Bug, lasy, trochę miasta, trochę już poza nim. Wystarczy wyjechać kilka kilometrów i asfalt zaczyna się mieszać z piaskiem, drogi robią się mniej oczywiste, a teren sam podpowiada kierunek jazdy. Na pierwszy dłuższy wyjazd po zimie - idealnie.
Z Wyszkowem mam zresztą swoją rowerową historię. Pierwszy raz byłem tu przejazdem w maju 2019, kiedy jechałem rowerem z Warszawy do Małkini na wesele - z garniturem w sakwach 😄. Drugi raz wróciłem tu dwa lata temu, ruszając na majówkę wioślarską do Mielna koło Grunwaldu. To był start mojej dwudniowej dojazdówki, podczas której „kolorowałem gminy”. I coś czuję, że jeszcze tu wrócę - tym razem nie na rower, tylko na wodę. Bug aż się prosi o spływ, czy to kajakiem, czy pontonem (tego jeszcze nie mam, ale temat siedzi z tyłu głowy).
Spec dalej w serwisie, więc pojechałem na Felcie. I w sumie dobrze się złożyło, bo trasa była dokładnie taka, jakiej się spodziewałem: dużo offroadu, leśne dukty, łąki, pola, trochę piachu, trochę błota i przeplatane tym odcinki asfaltowe - od bardzo przyjemnych po takie, które przypominają, że Mazowsze to nie tylko nowe drogi.
Pogoda bardzo na plus - słońce, temperatura w sam raz - tylko wiatr momentami jakby miał własny plan treningowy i uparcie wiał w twarz. W połowie, mniej więcej na 55. kilometrze, zrobiłem dłuższą przerwę na obiad. Całość traktowałem raczej turystycznie - gminobranie + sprawdzenie, jak noga reaguje na 100+ km po zimie, bez ścigania czy robienia wyniku.
Organizm szybko przypomniał, że jeszcze nie wszystko działa jak trzeba. Na początku odezwały się dolne plecy, później kark. Teraz, kilka godzin po powrocie, to już bardziej zmęczenie niż ból, ale sygnał jest jasny - pozycja, stabilizacja, core, to wszystko jeszcze do poprawy. Felt ma u mnie trochę nietypowy setup - dodatkowe hamulce na górze, więc mogę jechać jak na prostej kierownicy (tylko węziej) albo klasycznie na baranku. Dzisiaj sporo jechałem „na górze”, ale pierwszy raz zacząłem się też bawić dolnym chwytem na prostych asfaltach. I tu zaskoczenie - było dużo stabilniej i pewniej, niż się spodziewałem.
Do Ciechanowa dojechałem przed 17. To nie była moja pierwsza wizyta tutaj na rowerze. Pierwszy raz byłem tu w 2020 podczas jazdy Władysławowo → Warszawa - moje pierwsze 400 km w dwa dni. Drugi raz kilka miesięcy później, na wycieczce z Vagabundusem przez Czeruchy i Opinogórę. Teraz trzeci raz, już w zupełnie innym kontekście - spokojniejsza jazda, test po zimie, bez ciśnienia.
Na miejscu szybki rzut oka na wieżę ciśnień i centrum nauki (polecane przez kolegę - i faktycznie warto), a potem już powrót pociągiem do Warszawy.

















Z Wyszkowem mam zresztą swoją rowerową historię. Pierwszy raz byłem tu przejazdem w maju 2019, kiedy jechałem rowerem z Warszawy do Małkini na wesele - z garniturem w sakwach 😄. Drugi raz wróciłem tu dwa lata temu, ruszając na majówkę wioślarską do Mielna koło Grunwaldu. To był start mojej dwudniowej dojazdówki, podczas której „kolorowałem gminy”. I coś czuję, że jeszcze tu wrócę - tym razem nie na rower, tylko na wodę. Bug aż się prosi o spływ, czy to kajakiem, czy pontonem (tego jeszcze nie mam, ale temat siedzi z tyłu głowy).
Spec dalej w serwisie, więc pojechałem na Felcie. I w sumie dobrze się złożyło, bo trasa była dokładnie taka, jakiej się spodziewałem: dużo offroadu, leśne dukty, łąki, pola, trochę piachu, trochę błota i przeplatane tym odcinki asfaltowe - od bardzo przyjemnych po takie, które przypominają, że Mazowsze to nie tylko nowe drogi.
Pogoda bardzo na plus - słońce, temperatura w sam raz - tylko wiatr momentami jakby miał własny plan treningowy i uparcie wiał w twarz. W połowie, mniej więcej na 55. kilometrze, zrobiłem dłuższą przerwę na obiad. Całość traktowałem raczej turystycznie - gminobranie + sprawdzenie, jak noga reaguje na 100+ km po zimie, bez ścigania czy robienia wyniku.
Organizm szybko przypomniał, że jeszcze nie wszystko działa jak trzeba. Na początku odezwały się dolne plecy, później kark. Teraz, kilka godzin po powrocie, to już bardziej zmęczenie niż ból, ale sygnał jest jasny - pozycja, stabilizacja, core, to wszystko jeszcze do poprawy. Felt ma u mnie trochę nietypowy setup - dodatkowe hamulce na górze, więc mogę jechać jak na prostej kierownicy (tylko węziej) albo klasycznie na baranku. Dzisiaj sporo jechałem „na górze”, ale pierwszy raz zacząłem się też bawić dolnym chwytem na prostych asfaltach. I tu zaskoczenie - było dużo stabilniej i pewniej, niż się spodziewałem.
Do Ciechanowa dojechałem przed 17. To nie była moja pierwsza wizyta tutaj na rowerze. Pierwszy raz byłem tu w 2020 podczas jazdy Władysławowo → Warszawa - moje pierwsze 400 km w dwa dni. Drugi raz kilka miesięcy później, na wycieczce z Vagabundusem przez Czeruchy i Opinogórę. Teraz trzeci raz, już w zupełnie innym kontekście - spokojniejsza jazda, test po zimie, bez ciśnienia.
Na miejscu szybki rzut oka na wieżę ciśnień i centrum nauki (polecane przez kolegę - i faktycznie warto), a potem już powrót pociągiem do Warszawy.

















































































