Zapisałem
się na zimowy triathlon Morsman (200 m / 20 km / 5 km). Do Trzebini
przyjechaliśmy w sobotę. Wieczorem organizatorzy jeszcze zapewniali, że trasa
pływacka będzie gotowa na niedzielę. Niestety był mróz i mimo czyszczenia toru
w zalewie Balaton, ten cały czas zamarzał. Ryzyko było proste: ostre kawałki
lodu mogły przeciąć skórę i zniszczyć pianki. Szkoda, bo pływanie było
najciekawszą częścią całego wydarzenia.
Jak tylko
ogłosili, że pływanie jest anulowane, to i tak postanowiłem wejść do wody -
chociaż na szybkie morsowanie w przeręblach. Skoro już przyjechałem, to
chciałem poczuć temperaturę na własnej skórze.
Pierwszy
etap to był bieg, około 1,5 km dookoła zbiornika. Kilka podbiegów, kilka
zbiegów, nie była to płaska trasa. Potem wskoczyłem na rower - trasa terenowa,
więc wziąłem Speca, pierwszy raz od kilku lat w realnym użyciu. Dwie pętle po
około 10 km, trochę błota, trochę szutru, trochę lodu. Dokładnie to, czego się
spodziewałem po zimowym triathlonie.
Trzeci etap
to znowu bieganie, tym razem około trzy pętle. Nogi już czuły rower, ale tempo
było stabilne.
Bardzo
zadowolony, że wystartowałem. Na pływanie jeszcze przyjdzie czas - tym razem
warunki wygrały, ale cała reszta była dobrą przygodą.