Przez deszcz nie pojeździłem więcej z Tatą po lesie. Rodzice wrócili już do Polski więc we wtorek zabrałem z powrotem rower do mojego domu.
Teraz będę znowu jeździł głównie do pracy. Ale będę musiał jeszcze trochę pozwiedzać okolice Brisbane, już mam kilka zaplanowanych tras. No i muszę wrócić do mojego minimum na ten rok czyli 100km tygodniowo.
Po szkole spotkałem się z Rodzicami w centrum i w drodze powrotnej do Daisy Hill wzięliśmy ze sobą rowery, żebym mógł pojeździć z Tatą po lesie w Daisy Hill.
Na South Bank wsiedliśmy do pociągu i na rowerach (Ja i Tata) pojechaliśmy tylko z Loganlea do Daisy Hill.
Podczas wakacji Rodziców w Australii wynajęliśmy campervan i pojeździliśmy po południowym Queensland. Nie było niestety żadnego uchwytu, żeby wziąć rowery ze sobą. Jednego dnia jednak wypożyczyłem 2 rowery (ciężkie, prawie bez hamulców i nie do końca sprawnymi przerzutkami) i z Tatą wybraliśmy się plażą do latarni morskiej. Przed startem sprawdziliśmy, o której są odpływy i przypływy i ruszyliśmy. W pierwszą stronę jechaliśmy pod wiatr po bardzo szerokiej plaży z mocno ubitym piaskiem. W drodze powrotnej plażą była już węższa i momentami musieliśmy jechać w wodzie, ale przynajmniej wiatr na pomagał i wiał w plecy. Na jednym ze zdjęć widać wrak samochodu terenowego. Jest to często spotykany obrazek, nie wszyscy sprawdzają czasy przypływów, które zalewają całą plażę dwa razy dziennie.
Dzisiaj miałem dwa ostatnie egzaminy, żeby się po nich zrelaksować (a nie pić piwa) po 19 wsiadłem na rower. Było już ciemno więc kolejna nocna przejażdżka. Tak mi się dobrze jechało, że po pętli jaką jadę do i z pracy dorzuciłem jeszcze trasę do Queensland University, a później jeszcze trasę wzdłuż Norman Creek.
Przede mną 3 tygodnie wolnego od szkoły, jutro przylatują do mnie na miesiąc Rodzice więc pojeżdżę trochę z Tatą na rowerze w tym czasie.
PS. Nie wziąłem ze sobą aparatu (czego później w kilku momentach żałowałem) więc na zdjęciu widok z okna mojego domu.
Pojechałem do koleżanki pouczyć się do jutrzejszych egzaminów. Uznałem, że 3 km to jest już dystans dla którego warto wsiąść na rower (do szkoły mam 2 km więc chodzę na piechotę). W drodze powrotnej nie chciało mi się wjeżdżać pod małą górkę więc pojechałem w drugą stronę w do znanej mi trasy koło kortów tenisowych.
Znowu po całym dniu siedzenia nad książkami poszedłem zrobić rundkę na rowerze. Tym razem pojechałem w stronę centrum tenisowego, dalej do Indooroopilly i powrót wzdłuż Western Freeway i nad rzeką.
Dzisiaj przyszedł do mnie pocztą newsletter z Bicycle Queensland, do którego była dołączona ulotka informująca o zbliżającym się (w marcu) tygodniu rowerowym. Dla ciekawych dodaję link do strony.
Po całym dniu nauki wieczorem wybrałem się na przejażdżkę po mieście. Pogoda zachęcała do jazdy, temperatura spadła do 26'C i wiał delikatny wiaterek. Na mapce zaznaczyłem miejsca, gdzie robiłem zdjęcia.
Wreszcie po 80 dniach na morzach i oceanach dopłynął mój nowy rower, który kupiłem w listopadzie. Rower to Specialized Rockhopper Expert - opis wrzucę później jak ochłonę :)
Dzisiaj wybrałem się na pierwszą przejażdżkę i od razu zrobiłem sobie trzy :) Najpierw rano zrobiłem rundkę wokół rzeki i odstawiłem rower do serwisu na lepsze dokręcenie wszystkich części. Po południu po kilku godzinach nauki, poszedłem do serwisu odebrać rower i tym razem pojechałem do Norman Park, gdzie się zgubiłem, ale w końcu trafiłem do domu. Na koniec, wieczorem pojechałem do kumpla do pracy pogadać o rowerach (jego jeszcze płynie, prawdopodobnie celnicy go przejęli na chwilę). Po kilku piwkach, wróciłem do domu wzdłuż rzeki.
Dom - Vagelis (07.00) 0.39h / 14.85km / 24'C Vagelis - Dom (15.00) 0.40h / 14.30km / 30'C
Rano jechało się przyjemnie bo było chłodnawo, a w drodze powrotnej już goręcej i bardzo wietrznie więc musiałem trochę odbić od rzeki i jechać równoległą ulicą osłonięty budynkami od wietrznego koryta rzeki.