Wczoraj mimo zmęczenia czekałem do północy na mecz Niemcy - Argentyna, ale usnąłem zaraz po pierwszej bramce. O 4.30 włączył mi się telewizor na kolejny ćwierćfinał, przez sen, jednym okiem obejrzałem pierwszą połowę, a chwilę po niej jechałem już do pracy. Wyrobiłem się na 84 minutę meczu, czyli tuż po jedynym golu :/ do tego jeszcze zmarzłem, dzisiaj było tylko 7'C
Po pracy zaryzykowałem powrót nad rzeką i niestety kilka razy miałem okazję przekonać się, jak się jeździ z nową dozwoloną prędkością na kilku ścieżkach rowerowych (10 km/h), nie jest to takie łatwe.
Podjechałem jeszcze na chwilę do Polskiego Klubu na wybory, przy okazji w głowie układałem sobie menu na dzisiejszy obiad, gdy okazało się, że restauracja jest zamknięta i czeka mnie nie planowane gotowanie w domu.
Rano w drodze do pracy w dzielnicy Teneriffe trafiłem na zablokowaną ulicę, od razu przypomniałem sobie o planowanym na ten weekend Teneriffe Festival, postanowiłem wstąpić na niego w drodze powrotnej.
Festiwal - jak się spodziewałem - nic nadzwyczajnego. Co jakiś czas różne dzielnice, te zlokalizowane bliżej centrum (dalsze to typowe sypialnie z domkami jednorodzinnymi i centrum "kulturalne" to centrum handlowe) organizują takie festiwale uliczne z małą sceną. Festiwal przypominał mi zwykły bazarek - jedzenie, ciuchy i inne drobiazgi, ale lepsze to niż nic.
Przy okazji trafiłem na namiot miejskiego wydziału ds transportu, niestety nie mieli mapek, które chciałem. Mieli za to przykład roweru z nowego systemu wypożyczalni miejskich, który rusza w październiku. Problemem może być obowiązek jazdy w kasku w Australii. Nie każdy idzie do miasta z kaskiem, żeby w razie czego przejechać się na rowerze
Po pracy pojechałem do znajomych do Sandgate. Trasa była taka sama jak poprzednio, z tym, że nie jechałem już dalej za Sandgate. Po kilku browarkach i jak zwykle, polskiej komedii wróciłem pociągiem do domu, żeby po kilku godzinach wstać do pracy.
Dzisiaj pojechałem do pracy nr 2, tym razem z pociągu wysiadłem w Woodridge, bo w Logan Central było śniadanie dla rowerzystów - z okazji rozpoczęcia przygotowań do corocznego rajdu charytatywnego z Brisbane do Gold Coast (100km) i jego krótszej części z Logan do Gold Cost (60km). Nie wiem czemu już w czerwcu się tym zajmują, gdyż rajd będzie 10/10/10, ale nie zastanawiałem się długo, zjadłem śniadanie, posłuchałem przemówień, wziąłem ulotki, mapki i inne gadżety i pojechałem do pracy. Do domu wróciłem przez Rochedale i dalej South-East Freeway (brakujący odcinek jeszcze nie skończony, a jutro ostatni dzień Czerwca - pewnie znowu przekleją datę zakończenia).
Na początku miesiąca zaplanowałem przejechać ok 750km, żeby w połowie roku mieć minimum połowę planu rocznego czyli 5000km. 2500km przekroczyłem kilka dni temu, ale tak dobrze mi szło, że postanowiłem podbić do 1000km w jeden miesiąc i też się udało. Nie wiem kiedy następnym razem uda mi się tyle przejechać, ale mam nadzieję, że już tak leniwy miesiąc jak maj mi się nie powtórzy :)
Po zarwaniu kolejnej nocy, tym razem Anglia-Niemcy i Argentyna Meksyk postanowiłem z rana odespać i pojechałem pociągiem na 9. Do domu wróciłem wzdłuż autostrady.
Dzisiaj wstałem o 4.30, żeby obejrzeć sobie mecz USA - Ghana. Po pierwszej połowie musiałem już jechać do pracy. Pojechałem nad rzeką, dzisiaj też nie było zimno - 14'C. W pracy obejrzałem dogrywkę (menedżer z Ameryki).
Po pracy postanowiłem pojechać sprawdzić ścieżkę rowerową na nowym moście. Rano o 11 było otwarcie, nawet Pani Premier wsiadła na rower, żeby się przejechać przed kamerami tv. Później widziałem w wiadomościach jak mówiła, że ścieżkę będzie patrolować policja i wlepiać mandaty za przekroczenie prędkości 10 km/h. Po drodze przypadkiem znalazłem dobrą alternatywę dla zatłoczonej Wynnum Rd, jeszcze zobaczę jak w tygodniu to wygląda, ale dzisiaj było luźno. Na koniec dorzuciłem jeszcze pętlę przez St Lucia.
Rano nad rzeką wyjechałem jeszcze w nocy, dojechałem w dzień, ale nie było tak zimno - 13'C, w przyszłym tygodniu ma być ochłodzenie. Powrót standardowo przez Lutwyche. Dodatkowo z rozpędu zrobiłem jeszcze pętlę przez St Lucia.
Na początku czerwca zrobiłem sobie postanowienie, że do końca miesiąca muszę mieć minimum 2,500 km (wtedy miałem niecałe 1,700), żeby mieć połowę planowanych 5,000 w tym roku. Wydawało mi się, że będzie ciężko, ale udało mi się, dzisiaj przekroczyłem tę granicę :)
Dzisiaj byłem w Logan, rano pociągiem. W drodze powrotnej postanowiłem czy ścieżka rowerowa jest lepsza od mojej trasy - nie jest.