Dzisiaj wreszcie wybrałem się rowerem do mojej poniedziałkowej pracy jako wolontariusz w organizacji kombatanckiej. Pracuję tam, żeby zdobyć doświadczenie zawodowe, które mi się przyda zaraz po skończeniu studiów.
Do RSL pojechałem wzdłuż autostrady i w Nathan skręciłem do lasu, przejechałem przez kampus Uniwersytetu Griffith i po chwili byłem na miejscu. Powrót prawie taką samą trasą, jedynie wydłużyłem sobie o pętlę przez St Lucia.
Rano, tzn jeszcze przed świtem na 6 do pracy (9'C). Powrót jak wczoraj, tylko w Roma Street Parkland odbiłem do Milton do Polskiego Klubu na wybory. Wyjątkowo była otarta restauracja więc miałem okazję zjeść pierogi i napić się polskiego piwka.
Rano z pociągu do Daisy Hill, pochmurno, ale na szczęście gdy jechałem nie padało.
Z powrotem postanowiłem wrócić całą drogę na rowerze omijając ruchliwą Logan Road. Po drodze minąłem odcinek trasy rowerowej Brisbane-Gold Coast, najbardziej widoczna różnica to data ukończenia na znaku informacyjnym.
Dzisiaj po pracy (2) postanowiłem przejechać się do nadmorskiego miasta Gold Coast. Wspominałem już wcześniej, że Brisbane z Gold Coast jest połączone ponad 100-kilometrową trasą rowerową, niestety z przerwą w granicach miasta Logan (na szczęście pracują nad tym brakujących odcinkiem i już niedługo powinna być gotowa cała trasa).
Trasa prowadzi specjalną ścieżką rowerową z Brisbane do Logan i dalej z Logan do Gold Coast drogami serwisowymi wzdłuż autostrady, nie jestem pewien jak będzie wyglądał odcinek w Logan.
Gdy dojechałem nad zatokę zaczęło się już ściemniać, a jak dotarłem nad otwarty ocean było już niestety ciemno więc fotek brak. Zrobiłem sobie odpoczynek w Surfers Paradise - centrum rozrywkowym Gold Coast. Dalej podjechałem jeszcze na chwilę do znajomych, których dawno nie widziałem i z Broadbeach pojechałem do pociągu w Robina.
Od pociągu do pracy nr 2, czyli do znajomych, którym pomagam w ich biznesie. Tak się porobiło, że w końcu zostałem na grilla i piwko oraz obowiązkową grę na Nintendo Wii z Chrześnicą więc dzisiaj krótki dystans.
Dzisiaj jest dzień wolny w Australii - Urodziny Królowej. Postanowiłem się przejechać trasą Mt Coot-Tha Challenge 2010. Brałem udział w Great Brisbane Bike Ride w 2009 roku (bez odcinka na Mt Coot-Tha), ale w tym roku musiałem odpuścić z powodu na pracę. Zmieniłem trochę trasę, gdyż rajd prowadził przez nowy tunel pod rzeką przez który normalnie nie można przejeżdżać rowerem (tzn można, ale mandat wynosi AU$60).
Na rozgrzewkę miałem 8 kilometrów i po nich zaczął się 5-kilometrowy podjazd. Na górze czekała mnie panorama Brisbane, a później zjazd na dół góry. Dalej pojechałem wzdłuż autostrady, którą przekroczyłem rzekę. Zrobiłem sobie postój tuż koło mostu i po przerwie nie mogłem prawie jechać, tak mnie bolały nogi po ostatnich kilku dniach jazdy. Po drodze przejechałem jeszcze przez park Rocks Riverside - poniżej kilka fotek Piotrka z zeszłego roku.
Po wczorajszym miałem dzisiaj zrobić krótszą trasę, ale w końcu jak w drodze powrotnej z pracy wskoczyłem na Kedron Brook Bikeway tak dobrze mi się jechało, że dotarłem aż do Keppera. Przedostałem się przez górkę do The Gap skąd w drodze powrotnej trzymałem się Enoggera Creek Bikeway, od której w pewnym momencie odbiłem i przejeżdżając przez Kurilpa Bridge dotarłem do domu.