Dzisiaj Piotrek wracał do domu po imprezce i postanowiłem go odprowadzić do Indooroopilly czyli tam gdzie się wczoraj spotkaliśmy. Przy okazji kupiłem chrześnicy prezent urodzinowy. to był kolejny pretekst do jazdy na rowerze mimo nie wyspania :) Po drodze na boisku Uniwersytetu trafiliśmy na mecz żeńskiej piłki nożnej.
Do domu wróciłem ścieżką rowerową wzdłuż Western Freeway, trochę dłuższa droga, ale za to nie ma tyle górek po drodze więc chyba tamtędy będę jeździł do Piotrka.
Rano spotkałem się w Piotrkiem w Indooroopilly, skąd razem pojechaliśmy na przejażdżkę. W trakcie jazdy trochę zmieniliśmy trasę i pojechaliśmy do Toohey Forest Park na południu Brisbane. Chwilę pojeździliśmy na po lesie i wróciliśmy do City jadąc ścieżką rowerową wzdłuż autostrady.
Ostatni postój przed domem mieliśmy w Polskim Klubie, gdzie zamówiliśmy sobie polski obiad - pierogi z mięsem i do tego po Żywcu :)
Postanowiłem się dzisiaj gdzieś przejechać. Nie miałem za bardzo pomysłu więc zrobiłem pętlę wzdłuż rzeki. Na koniec wycieczki podjechałem na obiad do hinduskiej knajpy z dobrym, dużym i nie drogim jedzeniem.
Dzisiaj wybrałem się z dwoma kumplami Piotrkiem i Jacksonem (z Kolumbii) to lasu. Naszym celem był zbiornik wodny znajdujący się w Brisbane Forest Park, niestety nie dało rady podjechać pod sam zalew.
Najpierw spotkałem się z Kolumbijczykiem niedaleko mojego domu. Pierwszy postój na śniadanie zrobiliśmy sobie na cotygodniowym "bazarku" z żywnością niemodyfikowaną genetycznie (ogólnie to nie tak łatwo tu taką znaleźć).
Kolejny postój to już Piotrka w domu i stamtąd pojechaliśmy już we trójkę prosto do lasu. Niestety nie jest to mazowiecki las więc nasza kondycja zmuszała nas często na podprowadzanie rowerów pod górę. W sumie w lesie przejechaliśmy ok 13 km.
Powrót zrobiliśmy sobie już asfaltem, a w Indooroopilly złapaliśmy pociąg.
Jak jakiś czas temu wspominałem, dzisiaj odbył się Wielki Rajd rowerowy w Brisbane, na zakończenie "rowerowego tygodnia". Wzięło w nim udział ponad 4000 osób (tyle zapisało się przez internet, a jeszcze w dniu rajdu można było się dopisać na miejscu). Pieniądze z tej imprezy idą na cele charytatywne (za start trzeba było zapłacić 50 dolarów australijskich)
Wybrałem opcję 55 km (nie zdecydowałem się na podjazd na Mount Coot-Tha). Cała impreza jest dosyć dobrze przygotowana. Na trasie są znaki oraz wolontariusze którzy wskazują którędy jechać. Na mojej trasie były też 3 postoje na odpoczynek. Na każdym był prowiant: 1. banan i baton musli, 2. dieta Małysza czyli bułka z bananem, 3. arbuz.
Jako, że był to "rajd" charytatywny i raczej żeby rozpropagować jazdę na rowerze, czas mierzył sobie kto chciał sam.
Start -> 1. postój 23.57 km / 1.10 h 1. postój -> 2. postój 14.48 km / 0.47 h 2. postój -> 3. postój 9.78 km / 0.30 h 3. postój -> Meta 7.18 km / 0.21 h Razem 55.01 km / 2.48 h
Aha, start nastąpił o 7.30 rano.
Moja trasa to na początku niebieska, a później żółta i znowu niebieska.
Wczoraj zastanawiałem się, gdzie by się wybrać w niedzielę i ciekawą trasę znalazłem na www.bikely.com - stronie z różnymi trasami rowerowymi z całego świata.
Dzisiaj zrobiłem pętlę z Centrum nad zatokę i z powrotem inną drogą. Początkowo trasa prowadziła ścieżką rowerową wzdłuż austostrady na południe. Później musiałem jechać poboczami ruchliwych dróg. Po ok 30 kilometrach od domu wjechałem na Moreton Bay Cycleway (jechałem innym odcinkiem jadąc do Sandgate) - cała trasa (120km) ma być gotowa za kilka lat, na razie są to niezależne odcinki. Po 10 kilometrach spokojnej jazdy nad wodą trasa się urwała. Do domu wracałem juz krótszą drogą.