Po południu wybrałem się na przejażdżkę po mieście. Dołączył do mnie mój francuski współlokator, który kilka miesięcy temu kupił sobie rower i jeździł na nim tylko ze 3-4 razy. Oprowadziłem go o mieście, zrobiliśmy trasę wzdłuż rzeki.
Drugiego dnia postanowiliśmy zrobić kółko w głębi lądu. Pierwsze 23 kilometry jechaliśmy asfaltem przez las i postanowiliśmy trochę urozmaicić naszą trasę. Pojechaliśmy nad jezioro Cootharaba. Po kolejnych kilku kilometrach zaczął się podjazd - ponad 150 metrów różnicy. Dalej skręciliśmy w prawo, żeby jechać w terenie. Gdyby nie znaki nie wiedzielibyśmy, że jest tam jakakolwiek ścieżka, a co dopiero trasa rowerowa. Chwilę wcześniej zaczęła się ulewa, której spodziewaliśmy się od dwóch dni. Później była już trasa przez las, z którego wyjechaliśmy cali w błocie, a rowery były nie do poznania :) Gdy dojechaliśmy do kolejnego jeziora, zmęczeni wcześniejszą jazdą, z obliczeń wyszło nam, że czeka nas jeszcze ok 25 km do domu. W czasie powrotu pogoda była zmienna z kilkoma ulewami. Na szczęście tutaj zima jest jak lato w Polsce więc udało nam się przeżyć :)
W niedzielę lało od rana więc skróciliśmy pobyt i około południa złapaliśmy transport powrotny. Będę musiał niedługo powtórzyć taki weekendowy wypad.
W piątek wybrałem się z Piotrkiem komunikacją miejską ok 150 km na północ od Brisbane. Znaleźliśmy nocleg w schronisku młodzieżowym w Noosa Heads i wypożyczyliśmy sobie rowery (Trek 3900).
Pierwszego dnia zrobiliśmy sobie spokojną przejażdżkę wzdłuż oceanu. Na początku nie zauważyliśmy skrętu w lewo i pojechaliśmy inną trasą niż planowaliśmy, ale po chwili wróciliśmy na dobry kierunek. Jechaliśmy przez kilka miejscowości o nazwach takich jak Sunshine Beach czy Sunrise Beach. Zrobiliśmy sobie kilka przystanków, ostatni najdłuższy na końcu naszej trasy. Do Noosa wróciliśmy tą samą drogą, a jeszcze na koniec pojechaliśmy na zachód słońca.
Wieczorem był czas na integrację w międzynarodowym towarzystwie, której skutki odczuwaliśmy następnego ranka.
Sesja się wreszcie skończyła więc dzisiaj pojechałem do Piotrka odebrać rower. Wracając na ścieżce rowerowej spotkałem węża, który przedostawał się na drugą stronę. Dałem sobie szanse na przeżycie i poczekałem, aż schował się w krzakach.
Dzisiaj Piotrek przyjechał do mnie odebrać swój rower. Pojechaliśmy w kierunku jego domu inną trasą niż zwykle, trochę dłuższą. Po drodze trafiliśmy do parku, który został utworzony na terenach starej przystani, gdzieś przypływał transport surowców do cementowni.
Dzisiaj z Piotrkiem postanowiliśmy się przejechać ścieżką rowerową przez parki w północnej części Brisbane.
Najpierw umówiłem się z Piotrkiem niedaleko jego domu, w Indooroopilly. Stamtąd wróciliśmy do mnie, gdzie zostawił swój plecak. Dalej już pojechaliśmy na północ. Najpierw przez Roma Street Parkland, a później przez Victoria Park. Niestety koło szpitala najechałem na gwóźdź i nie mogłem dalej jechać. Dowiedzieliśmy się, że najbliższy sklep jest oddalony o ok 2 km. Poprowadziliśmy rowery przez kolejne parki i w Newmarket udało wymienić się dętkę. Niestety przez awarię straciliśmy trochę czasu i musieliśmy skrócić dalszą trasę. Pojechaliśmy przez Ashgrove, Paddington do Milton. Już zastanawialiśmy jakie polskie danie dzisiaj zjemy, ale okazało się, że Polski Klub był zamknięty. Stamtąd pojechaliśmy już do mnie do domu, z krótkim postojem w wietnamskiej restauracji na West Endzie. W domu chwilę odpoczęliśmy i pojechaliśmy pociągiem do kumpla na urodziny. Jak się później okazało skończyły się dopiero w poniedziałek :)
Dzisiaj Piotrek wracał do domu po imprezce i postanowiłem go odprowadzić do Indooroopilly czyli tam gdzie się wczoraj spotkaliśmy. Przy okazji kupiłem chrześnicy prezent urodzinowy. to był kolejny pretekst do jazdy na rowerze mimo nie wyspania :) Po drodze na boisku Uniwersytetu trafiliśmy na mecz żeńskiej piłki nożnej.
Do domu wróciłem ścieżką rowerową wzdłuż Western Freeway, trochę dłuższa droga, ale za to nie ma tyle górek po drodze więc chyba tamtędy będę jeździł do Piotrka.
Rano spotkałem się w Piotrkiem w Indooroopilly, skąd razem pojechaliśmy na przejażdżkę. W trakcie jazdy trochę zmieniliśmy trasę i pojechaliśmy do Toohey Forest Park na południu Brisbane. Chwilę pojeździliśmy na po lesie i wróciliśmy do City jadąc ścieżką rowerową wzdłuż autostrady.
Ostatni postój przed domem mieliśmy w Polskim Klubie, gdzie zamówiliśmy sobie polski obiad - pierogi z mięsem i do tego po Żywcu :)