Wielkanocne kręcenie na Podlasiu. Augustów -> Sokółka

Sobota, 4 kwietnia 2026 · Komentarze(0)
Kategoria Zalicz Gminę
W piątek po pracy wsiadłem w pociąg do Augustowa. Nocleg w tym samym miejscu co rok temu - sprawdzona opcja, pięćdziesiąt metrów od stacji. Pobudka o piątej, wyjazd o szóstej. Robiło się już widno, ale było cicho - tylko ptaki i chłód. Termometr w okolicach zera, odczuwalnie poniżej. Ręce marzły na tyle, że momentami jechałem jedną ręką, a drugą rozgrzewałem w ruchu. Po siódmej zrobiło się trochę przyjemniej, ale wiatr skutecznie pilnował, żeby nie było za łatwo. Warstwy ubrań zostały ze mną do końca dnia.

Plan był prosty - około 150 km podzielone na trzy odcinki: Augustów - Nowy Dwór - Sokółka - Wasilków. Przy okazji gminobranie i dalsze testy Speca. Pierwsze kilkanaście kilometrów po asfalcie i ścieżkach rowerowych - rozgrzewka. Ale dopiero gdy odbiłem w las, jazda zaczęła mieć sens. Ten rower ewidentnie lubi teren bardziej niż asfalt, a ja razem z nim.
.
Po drodze krótkie zatrzymanie przy bunkrach z Linii Mołotowa. Minąłem je za pierwszym razem i musiałem zawrócić - były trochę z boku drogi, lekko zarośnięte. Dwa schrony z Grodzieńskiego Rejonu Umocnionego - radzieckich fortyfikacji z lat 1940–1941, budowanych w pośpiechu po przesunięciu granicy ZSRR na zachód. Szybki postój, kilka zdjęć i dalej.

Dalej Podlasie w swoim rytmie - stare młyny, pojedyncze cerkwie, cmentarz choleryczny gdzieś po drodze. Te cmentarze to ślady po epidemiach XIX wieku, zawsze lokowane z dala od wsi, skromne, często oznaczone jednym krzyżem. Cerkwie od razu zmieniają klimat - widać, że to pogranicze kultur, gdzie prawosławie, katolicyzm i islam funkcjonują obok siebie od setek lat.

W Dulkowszczyźnie zwykła wieś nagle nabiera znaczenia, kiedy wiesz, że w latach 1943–1944 Anna i Stanisław Krzywiccy ukrywali tu rodzinę Trachtenbergów. Ryzykowali wszystko. W 2009 roku zostali odznaczeni medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Z siodła tego nie widać, ale świadomość zostaje.

Do Nowego Dworu pierwsze pięćdziesiąt kilometrów poszło sprawnie. Miejscowy kościół ma korzenie sięgające 1504 roku, kiedy fundował go Aleksander Jagiellończyk - jedna z najstarszych parafii w okolicy. Z zewnątrz wygląda zwyczajnie, ale pod tynkiem jest pięć wieków historii. Obok stoi cerkiew św. Jerzego, typowa dla tego regionu: niewielka, zadbana, z ikonami przy wejściu. Wschodni akcent, który od razu przypomina, że to pogranicze kultur.

Potem zaczął się drugi akt dnia - wiatr w twarz praktycznie bez przerwy i coraz więcej podjazdów. Patrząc na wykres, wyszło mi prawie trzydzieści kilometrów ciągłego „pod górę”. Tempo siadło fizycznie, a głowa zaczęła dorzucać swoje argumenty.

W okolicach Sidry mijam stare młyny - jeden z XIX wieku, drugi z 1890 roku, który spłonął w 1987. Zostały tylko mury i mechanizmy przy wodzie. Typowy podlaski miks: natura, historia i ruina w jednym kadrze.

Do Sokółki dojechałem zmęczony. Zatrzymałem się przy ratuszu, żeby coś zjeść. Ratusz z XIX wieku, klasyczna małomiasteczkowa architektura. W centrum stoi też cerkiew św. Aleksandra Newskiego — biała, z kilkoma złotymi kopułami, w stylu charakterystycznym dla końca XIX wieku, kiedy Sokółka była ważnym punktem administracyjnym w Imperium Rosyjskim. Widać to od razu po detalach. I wtedy zaczęło padać. Lekko, ale po całym dniu w wietrze to wystarczyło.

Plan zakładał jeszcze około pięćdziesięciu kilometrów przez Puszczę Knyszyńską, ale było jasne, że tam nie nadrobię czasu. Przez chwilę myślałem, żeby podjechać jeszcze do meczetu w Bohonikach - drewnianej świątyni tatarskiej z 1873 roku, jednego z dwóch najważniejszych miejsc polskich Tatarów. Ale akurat przejeżdżałem obok stacji. Deszcz, zmęczenie i świadomość, że czeka jeszcze rodzinny obiad, przeważyły - wsiadłem do pociągu.

Bez niedosytu. Raczej ulga i poczucie, że to była dobra decyzja.

Dzień był też dobrym testem sprzętu. Rogi - zdecydowanie najwygodniejsza pozycja przez większość czasu. Lemondka po rozszerzeniu zaczęła mieć sens - na płaskim asfalcie dawała chwilę odpoczynku dla pleców, chociaż używałem jej raczej krótkimi odcinkami. W terenie wracałem do klasycznego chwytu - dla kontroli, hamulców i przerzutek. Spec ewidentnie lubi teren bardziej niż asfalt i to mi pasuje.


































Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa acpat

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]