Dzisiaj pojechałem standardową trasą do nowej pracy. W pracy nikt nie może uwierzyć, że lubię jeździć rowerem i za 3 tygodnie, gdy zacznę pracować na pełen etat mam dostać samochód :) Zastanawiam się czy go brać - będę zbyt leniwy, żeby jeździć rowerem.
W drodze powrotnej kawałek przejechałem samochodem (pomiędzy 24 a 31 kilometrem na mapce). Po drodze zatrzymałem się jeszcze w mojej restauracji na kawę.
Najpierw rano pojechałem na University of Queensland zapisać się na egzamin z języka angielskiego. Dojazd i zapisanie zajęło mi dużo mniej czasu niż założyłem więc dalej pojechałem do Indooroopilly i tam wskoczyłem na Western Freeway. Do pracy dojechałem i tak za wcześniej więc zatrzymałem się jeszcze na chwilę na plaży, żeby odpocząć przed rozpoczęciem zmiany. Wieczorem powrót już standardowo nad rzeką.
Dłuższa przerwa rowerowa za mną, bo byłem "sprytny inaczej" i położyłem w "bezpieczne" miejsce śrubę od koła. Niestety do tej pory nie znalazłem tego miejsca. W międzyczasie dodatkowo miałem do dyspozycji samochód, który rozleniwia.
Teraz samochodu brak, nową śrubę kupiłem i pojechałem dzisiaj do pracy. Rano zajęło mi to 1.05h co jest 30 minut szybciej niż zajęło mi w poniedziałek komunikacją miejską. Do domu wróciłem tą samą trasą.
PS. Fotogaleria ze ścieżki rowerowej nad rzeką [LINK]
Dzisiaj w końcu zacząłem pracować w zawodzie, w którym się uczę (koniec studiów już za miesiąc). Nie liczę RSL bo tam mam głównie administrację, a księgowość to wypisanie faktur i wprowadzenie innych faktur do systemu raz w miesiącu.
Pracę znalazłem nie szukając jej, sama mnie znalazła w restauracji :)
Teraz mam 25 km do pracy w jedną stronę, jak fajnie :)
Wstałem o 7 i czułem się bardzo dobrze jak na 3 godziny snu. Po drodze zatrzymałem się jeszcze w pracy na śniadanie i dalej pojechałem nad rzeką do domu.
Aha, wreszcie poczułem wiosnę. Dzisiaj zostałem pierwszy raz w tym roku zaatakowany przez magpie.
Po dwóch godzinach odpoczynku pojechałem na Polski Festiwal. Żeby się tam dostać musiałem pojechać ruchliwą Old Cleveland Road. Gdy zrobiło się ograniczenie do 90 km/h musiałem wjechać na środek drogi, gdyż ta się rozdzielała i moja odbijała w prawo. Nie czułem się wtedy zbyt komfortowo.
Na festiwalu jeden wielki piknik. Byłem już tam wcześniej więc wiedziałem czego się spodziewać tj polskie jedzenie i występy różnych zespołów tradycyjnych - polskich, rosyjskich, bułgarskich itp. Im bliżej było opuszczenia imprezy tym więcej znajomych spotykałem.
Z festiwalu pojechałem w kierunku zatoki do Wynnum i dalej już do nowego mostu i do pracy na 17.
Rano standard nad rzeką. W pracy okazało się, że dwóch chłopaków od nas gra dzisiaj mecz futbolu amerykańskiego. Szybko zebrało się kilka chętnych i pojechaliśmy obejrzeć. Ja dojechałem na rowerze. Po meczu postanowiliśmy napić się piwka za zwycięstwo. I skończyło się, że nie wróciłem już do domu :)