Jak tylko zaplanowałem przyjazd do Polski wiedziałem, że pojadę gdzieś na wyprawę rowerową. Po zeszłorocznej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej tym razem wypadło na Roztocze.
W poniedziałek rano, chwilę po położeniu się spać po poprawinach, mieliśmy pociąg do Stalowej Woli. Stamtąd pojechaliśmy asfaltem i trochę przez las do wsi Szwedy gdzie znaleźliśmy pierwszy nocleg. Na granicy Parku Krajobrazowego Lasy Janowskie.
Dzisiaj późno wyjechałem z domu, bo o 14.30. Z Radości pojechałem na chwilę na Legię, żeby kupić sobie bilet na piątkowy mecz (po rocznej nieobecności w Polsce to jeden z priorytetów). Stamtąd pojechałem przez Centrum i dalej Górczewską do kumpla na Boernerowo, żeby obgadać wyjazd na Roztocze. W drodze powrotnej do domu pojechałem mostem Gdańskim na Zacisze do Babci (brakowało mi polskich obiadów :D ) A stamtąd już krótka droga przez Marysin i Międzylesie. Tym razem google wyliczyło mi 67 km.
Jak tylko dowiedziałem się, że okazji obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego będzie organizowana II Masa Powstańcza, od razu wiedziałem, że wezmę w niej udział.
Najpierw musiałem dojechać do Muzeum Powstania Warszawskiego, pojechałem sobie Mostem Świętokrzyskim, przez Plac Zamkowy, Plac Krasińskich do MPW. Okazało się, że o 14 zaczyna się tylko rejestracja, a Masa dopiero o 17. Dzięki temu miałem 3 godzinki, żeby pogadać z kumplem, którego rok nie widziałem. Po Masie wróciłem przez nowe Krakowskie Przedmieście, zahaczyłem o stadion Legii, Kopiec Powstania Warszawskiego i przez Wisłę przeprawiłem się trasą Siekierkowską.
W sumie cała trasa miała ok 90 km (ok. bo nie mam licznika, a taki dystans podało mi google)